niedziela, sierpnia 20, 2017

Brat Kipling w Loży w Lahore


Wątek masoński przewija się u Kiplinga i jest dziś rzeczą stosunkowo znaną, jeszcze jedną barwną (bardziej niż ciemną) plamą w tym niezwykłym życiorysie i niezgłębionej po dziś dzień twórczości.
Oto dwa głosy w tej sprawie z przedwojennej prasy lat 30-tych


 Lahore, Lodge Hope and Persevwerance

BRAT KIPLING W LOŻY W LAHORE

W szeregu artykułów jakie pojawiły się w prasie polskiej po zgonie Kiplinga, przeważa ton pochwalny, nieraz nawet ton uwielbienia. W pismach narodowych było to na ogół objawem zdrowym. Bo Kipling to nacjonalizm, to optymizm, to wiara w uporządkowane stosunki, to zdrowy angielski konserwatyzm, bo Kipling przeciwstawił się nihilizmowi, bolszewizmowi i całemu szeregowi innych niesympatycznych izmów. Nawet jego niepopularność w intelektualnych kołach angielskich, trwająca prawie od początku naszego wieku, była pod tym względem znamienna. Pisarze atakujący namiętnie zarówno złe jak dobre strony wiktorianizmu, bijący w rodzinę, doprowadzający pacyfizm do niedorzeczności i nikczemności, przesiąknięci erotyzmem, entuzjazmujący się freudystycznymi nowinkami – byli niewątpliwie po drugiej stronie barykady.

A jednak niepodobna nie widzieć, że owo wychwalanie Kiplinga bez zastrzeżeń i bez równoczesnego zarejestrowania, choćby na marginesie, jego stron ujemnych, stanowiło uproszczenie – zupełnie w jego własnym stylu. Właśnie bowiem Kipling miał zwyczaj przemilczać wszystko, co przemawiało przeciw jego poglądom lub psuło obraz rzeczy, przez niego wysławianych. Był pisarzem par excellence tendencyjnym. Dlatego tyle u niego alegorii. Czuł swoje posłannictwo – widać to nie tylko w sławnym wierszu Recessional, tym hymnie angielskiego imperializmu i w powiewnych utworach poetyckich, ale często w nowelach np. w szeregu nowel zwierzęcych „Ksiąg Dżungli”. W myśl posłannictwa ustawicznie idealizował stosunki i upraszczał problemy.

Uproszczenie to dzisiaj rzecz modna, nawet w dziełach naukowych. Lecz świat nie jest prosty i życie nie jest proste. Jestem zdania, że ich uproszczona projekcja w dziedzinę myśli to metoda błędna i prowadzi ostatecznie w czarnoksięskie koło fałszu, w którym człowiek musi się zgubić. Nie należy na białym wybielać punktów czarnych i na odwrót, bo przyjdzie chwila, w której białe wyda nam się czarne a czarne białe, dlatego chciałbym tu omówić pewną ujemną stronę Kiplinga.

Autor ‘Kima’ w młodym wieku wstąpił do loży wolnomularskiej Industry w Lahore i zaczerpniętej tam ideologii pozostał wierny przez całe życie.(P.prof. błędnie podał nazwę loży. Właściwa jest taka jak na obrazku-Areop.)
Parę uwag na ten temat będzie miało wartość i ze względu na masonerię angielską, zwłaszcza kolonialną.

Na przykładzie Kiplinga widać doskonale, że credo masonerii daje się świetnie pogodzić z nacjonalizmem angielskim. Objaw zresztą jest dość łatwy do wyjaśnienia. Przecie godziło się z nacjonalizmem polskim w okresie gdy „ dzieci Wdowy” dążyły do demokratyzacji państw europejskich.

Dziś dążą one do zatarcia granic i stworzenia jakichś stanów zjednoczonych świata czy instytucji w stosunku do poszczególnych państw nadrzędnej. Droga ku takiemu porządkowi rzeczy wiedzie tylko przez dalszy rozrost państwa, które najbardziej zdołało się zbliżyć do ideału uniwersalności. Rozrost ten nie musi oznaczać opanowania terytorialnego, może ograniczać się do hegemonii handlowej i kulturalnej. Stąd zwolennicy koncepcji wolnomularskiej stawiają na imperium brytyjskie, którego chwalcą, a czasami nawet natchnionym bardem był Kipling.

Jego przynależność do masonerii objawiła się i zewnętrznie – szeregiem wyrażeń, które skrzętnie wyszukują i notują „ bracia”. Były one nawet przyczyną zabawnego nieporozumienia.
Po wyjściu pierwszych tomów nowel Kiplinga pewien krytyk amerykański , zresztą oceniając ich zalety i stawiając autora bardzo wysoko, zarzucał mu nierówność wysłowienia i użycie w pewnych wypadkach zwrotów zbyt patetycznych, brzmiących fałszywie na tle realistycznie pisanych dialogów.
Jako przykład przytoczył rozmowę między opowiadającym ( tj. samym Kiplingiem) a irlandzkim awanturnikiem Carnehanem w noweli „ Człowiek,który chciał być królem”.
Rzecz dzieje się w wagonie trzeciej klasy kolei indyjskiej. W pewnej chwili Carnehan przypomina daną sobie poprzednio obietnicę, prosi o jej spełnienie i dodaje zaklęcie” w imię twojej i mojej matki”. Amerykański krytyk oburzał się na fałszywy patos w najnieodpowiedniejszej chwili. Nie przyszło mu na myśl, że ową wspólną matką jest…Wdowa.

Wspomniana nowela jest i z innego powodu znamienna. Carnehan opowiada jak ze swym towarzyszem zawędrował do odciętego od świata kraiku, bodajże gdzieś w Tybecie.( raczej gdzieś w paśmie gór Hindukusz, między Afganistanem a Pakistanem - przyp. Areop.)
Śmiały i ambitny towarzysz, nie mając nic do stracenia, postanowił zostać władcą prymitywnie żyjącego ludu i przez jakiś czas rzeczywiście nim rządził ( póki nie zgubiły go amory – ale to nie należy do rzeczy). Otóż pierwszym i najważniejszym krokiem do opanowania sytuacji było pokazanie kapłanom znaku masońskiego. Potęga tajnej organizacji okazała się nawet poza wszelkim zasięgiem cywilizacji europejskiej. Gdy Carnehan o tym opowiada, widać z jaka radością i dumą myśli autor o potędze wolnomularstwa.

Nie jestem obeznany z terminologią masońska, zresztą trudno byłoby wertować za nią cale dzieło Kiplinga. Niewątpliwie jednak dużo by jej tu można znaleźć. Gdy w noweli „Drugiej Księgi Dżungli” o dolach zwycięstwo wilków jest już pewne, a z rudych psów z Dekanu  niewiele już pozostało przy życiu, mówi Szary Brat: „ Mięso już bliskie kości” a Mowgli odpowiada” Lecz jeszcze trzeba skruszyć kość” Mam wrażenie, że to znów frazesy masońskie.

Lecz przejdźmy do ideowej strony dzieł Kiplinga. Wiemy, w jak korzystnym świetle przedstawia on stosunki po koloniach angielskich. W rzeczywistości jest często inaczej. Obok uczciwych pracowników i dzielnych oficerów, jakich znamy z jego nowel, pełno tam wyrzutków społeczeństwa i awanturników, którzy bez litości wykorzystują kolorowe rasy. Urzędnicy i wojskowi siedzą często w kieszeni żydowskich lichwiarzy i muszą przymykać oczy na niejedno. Kipling niewątpliwie maluje nie taki stan rzeczy , jaki jest lecz taki, jaki pragnąłby widzieć. Ale obok tendencji moralizatorskiej rozstrzygnął tu fakt, że koloniami w wielu przypadkach rządzą z ukrycia – loże.

Dochodzę już do granic normalnego artykułu, więc poprzestanę na jednym dalszym przykładzie, ale bardzo znamiennym. Nowela „Wieczorną pocztą” powstała na parę lat przed wojną światową, ( I Wojną Światową - przyp. Areop. ) dzieje się w r.2000 naszej ery, a osnuta jest na nadzwyczajnym rozwoju lotnictwa. Narody zachowały swe języki i pewną odrębność, ale wszystkie podlegają Najwyższej Radzie Komunikacji. Wojnę wolno prowadzić , o ile nie zakłócałaby ona normalnego ruchu powietrznego ( a więc zapewne suwerenność państw jest czysto teoretyczna) Istnieje język międzynarodowy. Do związku komunikacyjnego należą wszystkie narody – słyszymy, że najdłużej w separatyzmie wytrwała Kreta, ale i ona przyłączyła się właśnie do ruchu potężnej organizacji.
Cóż to innego, jeżeli nie błogie sny masona?

Kipling nie atakuje nigdy wprost chrześcijaństwa, ale jest deistą. W omawianej noweli „Wieczorną pocztą” mamy następujący epizod; statek powietrzny, którym opowiadający leci z Londynu do Quebeku udziela pomocy innemu statkowi. Gdy tamtemu grozi spadnięcie z wielkiej wysokości , a ludziom znajdującym się na nim zagłada, opowiadający rozmawia z lotnikiem o tym, co mogą czuć nieszczęśliwi, stojący w obliczu śmierci ”Ale co by dopiero czuli, gdyby należeli do poprzedniego pokolenia, wychowanego w wierze w wieczność, która może być wiecznością męczarni!”

Trzeba dodać uwagę, że w okresie powojennym (po I Wojnie Światowej - przyp.Areop.) chrześcijańską wiarę w karę wieczną zwalczają w Anglii systematycznie jakieś ukryte siły. Doprowadziły nawet do tego, że na sejmie świeckim kościoła anglikańskiego uchwalono po prostu…znieść piekło ( tj. opuścić w symbolu Atanazjańskim trzy wzmianki o nim) jako zbyt okropne. Dopiero biskupi oparli się tej uchwale. Kipling deklaruje się więc tu wyraźnie jako jeden ze zwalczających zasadnicze dogmaty chrześcijańskie.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

BROŃMY LEKTURY KIPLINGA
Autor nieznany

Rudyard Kipling był masonem, w czasie swojego pobytu w Indiach należał do loży w Lahore, a fakt ten nie pozostał bez wpływu na jego twórczość - tego przynajmniej zdania jest anglista prof. Władysław Tarnawski, autor artykułu „Brat Kipling w Loży w Lahore” zamieszczonego w n-rze 46 Warszawskiego Dziennika Narodowego. Prof. Tarnawski dostrzega liczne ślady masoństwa w pismach wielkiego Kiplinga, dość kłopotliwie jednak radzi sobie z zebranymi spostrzeżeniami. Więc np. „było objawem na ogół zdrowym” w „pismach narodowych”, że wychwalały Kiplinga, bo autor „Kima”, „to nacjonalizm, to optymizm, to wiara w uporządkowane stosunki, to zdrowy angielski konserwatyzm…”
Ale okazuje się ,że „credo masonerii daje się świetnie pogodzić z nacjonalizmem angielskim”, że dalej; „zwolennicy koncepcji wolnomularskiej stawiają na Imperium Brytyjskie”. Najdokładniej daje się poznać wolnomularstwo Kiplinga w jego stosunku do chrześcijaństwa;

„Kipling nie atakuje nigdy wprost chrześcijaństwa, ale jest deistą. W omawianej noweli 'Wieczorną pocztą' mamy następujący epizod; opowiadający rozmawia z lotnikiem o tym, co mogą czuć nieszczęśliwi, stojący w obliczu śmierci.' Ale co by dopiero czuli, gdyby należeli do poprzedniego pokolenia, wychowanego w wierze w wieczność, która może być wiecznością męczarni!'
Trzeba dodać uwagę, że w okresie powojennym chrześcijańską wiarę w karę wieczną zwalczają w Anglii systematycznie jakieś ukryte siły. Doprowadziły nawet do tego, że na kościoła anglikańskiego uchwalono po prostu…znieść piekło ( tj. opuścić w symbolu Atanazjańskim trzy wzmianki o nim) jako zbyt okropne. Dopiero biskupi oparli się tej uchwale. Kipling deklaruje się więc tu wyraźnie jako jeden ze zwalczających zasadnicze dogmaty chrześcijańskie”.

Wobec takiego postawienia sprawy zachodzi teraz pytanie czy "pisma narodowe" robią dobrze, chwaląc Kiplinga i stawiając go za wzór krzepy narodowej. Czy ponadto słuszną jest rzeczą chwalić Anglię, zazdrościć jej urządzeń politycznych i ustrojowych i w ogóle stawiać na nią. Czy wreszcie nie zrewidować całego stosunku do nacjonalizmu, zważywszy jak może on rozkwitać pod działaniem masonerii. A jest to dopiero początek wątpliwości; jak bowiem poradzić sobie z wrogim stosunkiem Kiplinga do piekła? Wprawdzie odszczepieńcy kościoła anglikańskiego dopiero po wojnie próbowali znieść piekło, ale Kipling zaczął o nim powątpiewać już w noweli „Wieczorną pocztą”, powstałej na parę lat przed wojną światową’ – robiąc to widocznie na własny rachunek.

W ten sposób Kipling w redakcji prof. Tarnawskiego powinien być właściwie pisarzem potępionym w obozie czytelników „pism narodowych”, a lektura jego dzieł zakazana. Byłby to przecież wniosek niesprawiedliwy i krzywdzący nie tylko pisarza, ale i wspomnianych czytelników, - wszystkie bowiem sprzeczności dają się tu łatwo usunąć, byle przy ich uzgadnianiu posłużyć się zamiast metody filologicznej metodą chłopskiego, a więc bezspornie narodowego rozumu.

A zatem;
Nacjonalizm Kiplinga jest objawem zdrowym, choć jest nacjonalizmem masońskim. Co to znaczy? Nic innego, tylko, że Anglikom masoństwo nie przeszkadza do utrzymania i dalszego rozwijania potęgi. Z tego oczywiście nie wynika, że masoni pomogą innym narodom do zbudowania takiej potęgi jak brytyjska. Wprost przeciwnie, mogą im nawet pomóc do osłabienia posiadanej już siły. Stąd prosty wniosek; czytajmy Kiplinga, ale unikajmy masonów.

Masoneria stawia na imperium wielkobrytyjskie. Co ma wobec tego robić np. Polska, stawiać tak samo, czy nie stawiać? Oczywiście stawiać, albowiem jedno z dwojga; albo masoni się mylą i stawiając na W. Brytanię, zawiodą się; albo się nie mylą i nie zawiodą się. W pierwszym wypadku Polska również się zawiedzie, ale klęska masonów stokrotnie nam to wynagrodzi; w wypadku drugim sukces masonów wyrównamy własnym sukcesem. Dalszy wiec wniosek; czytajmy Kiplinga, unikajmy masonów i stawiajmy na imperium brytyjskie.

Kipling nie wierzy w piekło, a nawet pod wpływem sekciarzy z kościoła anglikańskiego zwalcza je. Czy wolno czytać pisarza, który aż tak się sprzeciwia dogmatom? Który ima się herezji, szczęśliwie zahamowanej przez biskupów? Na te pytania odpowiemy innymi pytaniami. Jakiego kościoła dogmaty lekceważy Kipling? Anglikańskiego. Jacy biskupi interweniują? Anglikańscy. O jakie piekło chodzi? O anglikańskie. Wniosek? A cóż nas to obchodzi w katolickiej Polsce, co za zmartwienie, że w protestanckim kościele protestanccy sekciarze usuwają protestanckie piekło! Czytelnicy "pism narodowych" w naszym kraju są niejako automatycznie immunizowani przed schizmą religijną Kiplinga, i dlatego radzimy im przejść do porządku dziennego nad wszystkimi wątpliwościami, jakie w ich duszy posiał artykuł prof. Tarnawskiego.

W ostatecznej zaś konkluzji głosimy z czystym sumieniem; czytajmy Kiplinga, unikajmy masonów, stawiajmy na Anglię, wierzmy lub nie wierzmy w anglikańskie piekło i nie szukajmy przesadnej konsekwencji w "pismach narodowych".

Tygodnik Ilustrowany,1936