środa, listopada 22, 2017

Słodycz tolerancji



Niniejsze opowiadanie 
(tytuł oryg. "The Mother Hive") 
jest alegorią społeczeństwa jako całości, ale także alegorią każdej Małej Ojczyzny.
Opowiada jak młode pszczoły zachwycone ideami tolerancji i luzu głoszonymi przez Mola Woskowego chcą urządzić życie w ulu po swojemu, wbrew przestrogom starszych. Dwie mądre pszczoły Melissa i Sacharissa próbują...ale nie uprzedzajmy zdarzeń

Kipling napisał tę satyrę w 1909 roku, parę lat po dojściu do władzy w Anglii liberałów (1906)





                                          Ze świata bajki - historia nie bajeczna

Gdyby ród nie był stary i przemnożony, Mól Woskowy nigdy by się tam nie dostał.
Ale gdzie pszczoły siedzą gęsto na plastrach, tam musi powstać choroba
lub zjawić się pasożyt. Gorąco ula wzrosło z czerwcowym miodopłynem
i wszyscy cierpieli, chociaż wachlownice pracowały, aż skrzydła opadały
ze znużenia, aby owady utrzymać w chłodzie.
Młoda pszczoła wdrapała się tłustym, wydeptanym przejściem.

- Wybacz mi – zaczęła – ale to mój pierwszy lot po miód. Czy mogłabyś
uprzejmie powiedzieć mi, czy to jest mój - -

- - - własny ul ? – szorstko odrzekła Wartownica. – Tak! Wleć tam, ty, podłego rodu! Następna!

- Wstyd! – zawołało pół tuzina starych pracownic z zużytymi skrzydłami
i nerwami i nastąpiła szarpanina i brzęczenie.

Mały, szary Mól, zduszony w szparze przejścia, czekał na tę sposobność cały dzień.
Jak duch przemknął szybko, a wiedząc, że stare pszczoły wyrzucą go natychmiast, wsunął się co rychlej w jamę komórki młodych, gdzie młode,
które jeszcze nie widziały wiatru ani kłaniających się kwiatów, dyskutują ,
co to jest życie. Tu był bezpieczny, gdyż młode pszczoły tolerują wszelkiego rodzaju obcych. Za nim weszła pszczoła, która została tak rubasznie przyjęta przez Wartę.

- Jak wygląda świat, Melisso? – zapytały pszczoły.

- Jest okrutny! Przyniosłam ze sobą duży ładunek pierwszorzędnego materiału,
a Wartownica powiedziała mi, że jestem podłego rodu!
Usiadła w chłodnym przeciągu na grzbiecie wosku.

- Gdybyście słyszały – rzekł Mól jedwabnym głosem – w jakim tonie obrażającym Wartownica zwróciła się do waszej siostry! To wzruszyło całe społeczeństwo! – Zniósł jajko. Wkradł się tu przecież w tym celu.

- Istotnie, było przy bramie trochę zamieszania – zaśmiała się Melissa. – Byłaś tam, panno -? – nie wiedziała jak się zwrócić do smukłego obcego.

- Nie nazywaj mnie panną, Jestem siostrą dla wszystkich, których trapią smutki.
Po prostu siostrą pracy. Serce moje krwawiło się za ciebie,
uginającą się pod ciężarem. – Mól głaskał Melissę miękkimi mackami
i zniósł drugie jajko.

- Nie wolno ci tu znosić jaj! – zawołała Melissa. – Nie jesteś Królową.

- Moje drogie dziecko! Daję ci najuroczystsze słowo honoru, że to nie są jaja.
To są moje zasady – jestem gotowa umrzeć za nie. – Podniósł głos trochę ponad szmer
i tupot dokoła. – Jeżeli chcesz mnie zabić – to proszę, zabij!

- Nie bądź nieuprzejmą Meliso! – rzekła jakaś młoda pszczoła pod wrażeniem czystych blasków na skrzydłach Mola, którymi okrywał bezustanne znoszenie jaj .

- Ja? Przecież nic nie zrobiłam.! To ona robi to wszystko!

- Nie pozwól, by ci potem sumienie czyniło wyrzuty ! Ale jeśli zabijesz mnie, to przynajmniej zapamiętaj sobie, ze kochałam swe towarzyszki pracy!

Znosząc jaja przy każdym szlochu, Mól dostał się w tłum młodych pszczół i pozostawił Melissę osłupiałą i zasmuconą. Podniosła w ciemności swój nikły głosik i zawołała;
- Zapasy! Zapasy!

Aż oddział robotnic napełniający komórki odpowiedział okrzykiem powitalnym i odebrał od niej ładunek.

- Przykro mi, że przed chwilą może źle się z tobą obeszłam – rzekł głos za jej plecyma. – Od trzech godzin stałam już u wejścia i po tak długim upływie czasu tak samo obeszłabym się z samą Królową. Nie chciałam cię obrazić.

- Ależ ja to też tak wzięłam – odrzekła Melisa wesoło. – Kiedyś sama będę na warcie. Co mam teraz robić?

- Jest zaniepokojenie, że w okolicy krąży Mól Trupia Główka. Poślij oddział młodych do bramy i powiedz, by dobrze zacieśniły bramę zaporami woskowymi. W ulu będzie gorąco, ale nie możemy pozwolić, by Trupie Główki znalazły się w naszym miodzie.

- Na moje własne skrzydła! Nie zdaje mi się! – Melisa miała zdrową, odziedziczoną nienawiść pszczelą do wielkiego, owłosionego Złodzieja Uli. – Wyruszajcie! – zawołała w komorę. – Wszystkie, które nie karmicie małych, ruszajcie! Zapory woskowe do bra- a – a – my! – wyśpiewała rozlegle rozkaz.

- To nonsens! – odpowiedziała puszysta jednodniowa pszczółka. – Przede wszystkim nie słyszałam nigdy, by Trupia Główka wchodziła do ula .Takie rzeczy się nie zdarzają. Po drugie – budować zapory, by temu zapobiec to trick pszczół cypryjskich, niegodny nas, pszczół angielskich. Po trzecie – jeśli odnosi się do Trupiej Główki z zaufaniem, ona odpłaci się tym samym. Budowanie zapór jest dowodem braku zaufania. Nasza kochana siostra szara tak samo mówi.

- Tak. Zapory nie licują z angielskimi metodami; są prowokacyjne i są tylko niszczeniem wosku, który potrzebny jest do większych i praktyczniejszych celów - rzekł Mól z pustej komory na zapasy.

-Bezpieczeństwo ula to największa rzecz. Nie wolno ci uczyć nas, ażebyśmy odmawiały pracowania- zaczęła Melissa.

- Kochanie, nie zrozumiałaś mnie, jak zwykle! Praca jest treścią życia. Ale trwonić cenną, nie powracającą żywotność i prawdziwą pracę dla wyimaginowanego niebezpieczeństwa, to jest absurd, który łamie serce! Gdybym mogła nauczyć was trochę – trochę tolerancji, trochę zwykłej uprzejmości względem tego absurdalnego, starego straszydła, które nazywacie Trupią Główką, to życie moje nie byłoby bezcelowe..

- Nie , nie będzie bezcelowe życie twoje, kochana! – zawołało dwadzieścia pszczółek naraz. – Popatrz na jej święte życie, Melisso ! Oddaje się tylko szerzeniu swych zasad i - i – ona tak czarownie wygląda!

Stara, łysawa pszczoła zeszła po grzbiecie wosku.
- Robotnice do bram! Wyjdźcie i przerabiajcie wosk na zapory! Już! – zawołała. Mól prześliznął się na bok.

Młode pszczoły zbiły się w gromadę szemrając.

- Co się z wami dzieje? – spytała stara. – Dlaczego mówicie do siebie „kochanie” i tak dalej? To pewnie idzie z powietrzem – węszyła podejrzliwie. – Okropny tu zapach! Jakby stęchlizna…Mam nadzieję, że to nie ten Mól, Meliso.

- O ile wiem , to nie – rzekła Melisa, która oczywiście znała Mola jako damę z zasadami i nigdy nie przyszłoby jej na myśl donieść o jej obecności. Wyobrażała sobie, że Mole Woskowe wyglądają jak krwistoczerwone jątki.

- Najlepiej będzie przewietrzyć trochę tę komorę – rzekła stara i odeszła. Melissa spuściła głowę, silnie zaparła się przednimi nogami i posłusznie wachlowała regularnymi uderzeniami – trzysta razy na sekundę. Wachlowanie wypróbowuje charakter pszczoły, gdyż musi ona stać na tym samym miejscu, gdzie wydaje się, jakby nie czyniła nic pożytecznego, a mimo to zużywa swe jedyne skrzydła. Jeśli pszczoła nie może latać- nie powinna żyć. I pszczoły wiedzą o tym. Mól wyłonił się i pogłaskał znów Melissę.

- Zdaje mi się – szepnął – że w gruncie rzeczy jesteś jedną z Nas.

- Pracuję dla Ula - - odrzekła krótko.

- To to samo. My i Ul – to jedno.

- Więc dlaczego twoje macki są inne niż nasze? Nie przyciskaj się tak do mnie.

- Nie bądź prowincjonalną, carissima . Przecież cały świat nie może być jednaki - jeszcze.

- Ale dlaczego ty znosisz jaja?- nalegała Melissa. – Znosisz jaja jakbyś była Królową – tylko że ty rozniosłaś je kupkami po całej komorze. Obserwowałam cię.

- A! Jasnooka! Więc przeniknęłaś mój mały wykręt? Tak, to są jaja. Stopniowo rozszerzą one nasze zasady. Czy nie jesteś z tego zadowolona?

- Dałaś mi najuroczystsze słowo honoru, że to nie są jaja.

- To był mój maleńki wykręt, najdroższa, dla – Sprawy. Teraz muszę pójść do małych.

Mól poszedł w stronę czwartej ramy wylęgarni, gdzie młode pszczółki karmiły maluczkie niemowlęta.

Zdrowej pszczole potrzeba nieco czasu, by zdała sobie sprawę ze złośliwego i niecnego kłamstwa.

- Ona jest bardzo miła i mięciutka – to było wszystko co pomyślała Melissa – słowa jej brzmią tak bluszczowo- miodnie. A teraz – do pracy na łąki!

Bramę zastała w zasępionym niepokoju. Młodzież wysłana do roboty zapór , odmówiła przyniesienia wosku, gdyż sprawia to ból ich szczękom i awanturowała się nad nietkniętą robotą.

Za wszelką cenę skończyć pracę! – powiedziały Wartownice szorstko. – Zawieście kilka z was i zróbcie wosk za te słabopyszczne siostry!

Zanim pszczoła może zrobić wosk, musi się napełnić miodem. Potem wspina się do bezpiecznego oparcia i zwisa, podczas gdy inne opchane pszczoły zawieszają się na niej pękiem i czekają w milczeniu, aż wosk zacznie się wydzielać. Te wydzieliny opadają na czekające na dole robotnice. Robotnice przeżuwają tę wydzielinę ( nieprzeżuta nie przyda się na nic ) i wyrabiają z niej materiał; dźwigający wszystko , służący do wszelkich budowlanych celów – wosk pszczeli.
Ale teraz , gdy tylko utworzono woskowy pęk, młode pracownice na dole znów zaczęły wołać;

- Zejdźcie! Zejdźcie,i do roboty! - krzyczały – Przyjdźcie tu pasożyty Lewantyńskie! Nie sądźcie, że będziecie się rozkoszować tam na górze, podczas gdy my tu pocić się będziemy!

Pęk zadrżał jakby od pierwszej przedniej nóżki do ostatniej tylnej zadepeszowano niepokój. W końcu z dołu poderwała się jedna pracownica i uczepiła się najniższej dostarczycielki wosku, kopiąc przy tym zawieszone pszczoły.

-Ja także umiem robić wosk! – wrzasnęła – dajcie mi pełną gardziel! A zrobię całe tony!

- Więc rób – rzekła zaatakowana pszczoła. Wypowiedziane słowo przerwało łączność pęku. Zadrżało i zabłyszczało jak sierść kota w ciemności.

- Rozluźnijcie – rzekła. – Dziś już nie będzie dla nikogo wosku.

- Wy leniwe złodzieje! Zawieście się z powrotem natychmiast i dawajcie nam nasz wosk! – zawołały młode na dole.

- Niemożliwe. Nic się już nie chce wydzielać. Aby robić wosk musimy mieć spokój, ciepło i pożywienie. Odczepiamy się , odczepiamy!

Rozpadły się i zniknęły wśród innych pszczół, od których oczywiście nie odróżniały się niczym.

- Zdaje się, że będziemy musiały tłuc stary wosk na zapory – rzekła jedna z pszczół.

-Za nic w świecie! - zawołała młódka, która rozerwała pęk. Słuchajcie! Słyszałyście o tych nazwiskach; Cheshire, Root i Langstroth?

Nie słyszały, ale zawołały;

-Niech żyje stary dobry Langstroth !

- Otóż ci trzej najlepiej wiedzą jak należy ul budować. Jeden z nich musiał także zrobić i nasz ul – a ten co go zbudował powinien o niego dbać! Nasz jest to „ Ul pod gwarancją „ . Można to przeczytać na etykiecie z tyłu.

- Niech żyje gwarancja! Niech żyje etykieta z tyłu! – brzęczały pszczoły.

- Otóż, skoro tak jest, twierdzę, że gdyby się pokazało, że oni nas oszukali, wtedy my moglibyśmy poszukiwać na nich straszliwej zemsty.

-Niech żyje zemsta! Stary Root! To wystarcza! Dosyć! - Tłum rozproszył się, miotając okrzyki. W tej chwili właśnie pojawiła się Melissa .

- A czy ty wiesz gdzie mieszkają Langstroth, Root i Cheshire, gdybyś miała do nich interes? – zapytała dumnej i podnieconej mówczyni.

- Bierz mnie licho, jeżeli wiem czy oni w ogóle żyli! Ale czyż nie są to piękne słowa,
by je tak wybrzęczeć? Widziałaś jak one podnieciły tłum sióstr?

- No tak, ale bramy to nie obroni!

- Może to i prawda, ale pomyśl, jak delikatne jest moje położenie, siostro.
Mam doskonały apetyt i nie lubię pracować. To na umysł źle działa.Instynkt mówi mi,
że mogę oddziaływać na innych jako siła powstrzymująca. Tłum byłby jeszcze gorszy , gdyby nie ja!

Ale Melissa już uleciała zanurzyć się w czysto białej koniczynce, co dla zmęczonej pszczoły jest tak kojące jak szydełkowanie dla kobiety.


- A teraz zaniosę ten ładunek do komórki z maleństwami - rzekła,gdy skończyła.- Tam zawsze, jak pamiętam, było spokojnie.
I uleciała z dwiema małymi szczyptami pyłku kwiatowego
dla niemowląt.

Przy czwartej ramie wylęgarni spotkała się z podekscytowanymi siostrami,
brzęczacymi jedna przez drugą.

- Po kolei! Nie wszystkie naraz!Pozwólcie mi złożyć ładunek.No, a teraz mów, co się stało Sacharisso?- zapytała.

- Szara siostra, ta włochata, wiesz- przyszła i powiedziała, że powinnyśmy wyfrunąć na słońce i zbierać sobie miód, ponieważ życie jest krótkie. Powiedziała, że każda stara pszczoła
może równie dobrze doglądać niemowląt i że z czasem
stare tak zrobią. Czy to prawda, powiedz Melisso?
Żadna stara pszczoła nie oderwie nas od naszych niemowląt, prawda?

- Oczywiście, że nie. Wy karmicie niemowlęta, dopóki główki wasze
są miękkie. Gdy stwardnieją, pójdziecie pracować w pola.
Każda o tym wie.

- Powiedziałyśmy to jej! My jej to powiedziałyśmy; ale ona tylko
pokiwała czułkami i powiedziała, że wszystkie, jeśli zechcemy, będziemy mogły znosić jaja jak Królowa.I obawiam się, że dużo uleglejszych sióstr uwierzyło jej i próbują to czynić. Co za strapienie!

Sacharissa pośpieszyła do zamkniętej komory robotnic,
której wieko pulsowało, gdyż z wewnątrz wydobywała się młoda
pszczoła.

- Chodź skarbie - szepnęła, krusząc wątłą pokrywę z drugiej strony.

Blade,wilgotne,skurczone stworzonko wydobyło się zwolna na brzeg plastra.Sacharissa natychmiast zmieniła ton.
- Nie tracić czasu! Idź wzdłuż ramy i prostuj skrzydełka!
Zgłoś się do obowiązku pielęgnowania niemowląt jutro wieczór o szóstej w moim oddziale. Zaczekaj chwilę. Co się stało z twoją trzecią
prawą nóżką?

Młoda pszczółka wyciagnęła ją w milczeniu - nie ulegało wątpliwości,
że była to nóżka trutnia, niezdatna do zbierania pyłku.

- Dziękuję.Zgłoś się dopiero pojutrze.

Sacharissa zwróciła się do swej przyjaciólki;
-To już piąta anormalność, jaka od południa dostaje się na mój oddział. Nie podoba mi się to.

- Zawsze jest ich pewna ilość- rzekła Melissa - Nie zapobiegniesz
temu, by jakaś robotnica od czasu do czasu nie złożyła jaj, gdy się zanadto przekarmi.
Wylęgają się z tego trutnie karzełki.

- Ale u nas wylęgają się trutnie z brzuchami robotnic; robotnice z brzuchami trutni, albinosy i mieszano-nożne, które nie mogą zbierać pyłku- jak to biedne stworzenie.
Nie przejmuję się trutniami
( one wszystkie giną w czerwcu ), ale ten ustawiczny wylęg dziwolągów
przeraża mnie, Melisso!

-Jakie ty masz ciasne zapatrywania! Przecież one są tak rozkosznie mądre
i niezwykłe i zajmujące -odezwał się Mól ze szpary nad nimi.-Pójdź tu, małe puszyste złotko i mów nam, co myślisz,
co czujesz!

- Chciałabym, by ona się wyniosła- szepnęła do przyjaciółki Sacharissa.

-Przypuszczam,że prawda leży w tym; mamy zbyt wielkie zapasy
i jesteśmy przekarmione. Dlatego nie zdobywamy się na rój - rzekła Melissa.


To jest prawda- odezwał się poza ich plecami głos Królowej.
Zajęte rozmową nie usłyszały ciężkich kroków Królowej ,
od których drżą puste komórki .
Sacharissa natychmiast podała jej pokarm.
Ta zjadła i pociągnęła naprzód swe ciężkie ciało.
- Czy możesz dać na to jakąś radę?- spytała.

- Nowe zasady! - wtrącił się Mól ze swej szczeliny.- Zaaplikujemy je spokojnie ...w przyszłości.

- A gdybyśmy tak wysłały rój? - zaproponowała Melissa. – Jest trochę późno, to prawda, ale to mogłoby nam ulżyć.

- Toby nas uratowało , ale – ja znam ten Ul! Przekonajcie się same.

I stara Królowa wydała z siebie hasło rojenia - Okrzyk,
który dla każdej nie zdemoralizowanej pszczoły powinien być tym, czym głos trąbki dla konia bojowego. Mimo podeszłego jej wieku ( trzy lata) zabrzmiał on po korytarzach i komórkach niczym marsz wojenny w wąwozie górskim ; pszczoły wachlujące zmieniły nutę i powtarzały go w każdej galerii ,
a szerokoskrzydłe , opasłe ale żwawe trutnie zatrąbiły ;

- La Reine le veult! (Królowa tego chce!) Na rój! Na rój! Na rój!

Ale nie nastąpiła po tym zwykła w takich wypadkach wrzawa.
Słychać było tylko szemrania niechęci , jak szmer opadającej fali.

- Mamy się roić!? A po co? Mamy porzucać wygodny Ul na fundamentach
i lecieć do spróchniałego dębu, gdzie deszcz zaciekać może w każdej chwili ?
Nam tu dobrze! To jest ”Ul pod gwarancją” !
Dlaczego chcą nas stąd wyrzucać? Precz z rojeniem!
Rój wymyślono po to by podstępem wyrzucić robotnice
z należnych im wygód .Chodźmy lepiej spać!

Gwar ucichł i pszczoły zaczęły usadawiać się do snu
w pustych komórkach.

- Słyszeliście? – rzekła Królowa. – Ja znam ten Ul!

- Mówiąc między nami, to ja nauczyłam je tego - zawołał Mól. - Zaczekajcie tylko, niech się moje zasady rozpowszechnią, a z innej strony ujrzycie światło.

- Tym razem powiedziałaś prawdę – rzekła nagle Królowa,
gdyż w tej chwili poznała Mola. – To światło wybuchnie na górze Ula.
Gorący dym pójdzie w ślad za nim a dzieci twoje nie będą się już
mogły skryć w żadnej szczelinie.

- Czy to być może?- szepnęła Melissa. – Ja…my słyszeliśmy kiedyś
taką legendę.

- To nie jest żadna legenda- odrzekła stara Królowa.
Ja to wiem od swojej matki, a ona wiedziała o tym od swojej matki.
Gdy Mól się wzmoże, Cień zapadnie nad bramą a Głos przemówi spoza Zasłony. I będzie Światło i Gorący Dym i będzie trzęsienie ziemi i te, które żyć jeszcze będą , zobaczą wszystko co uczyniły,
zgromadzone w jednym miejscu i spalone jednym Ogniem.

Stara Królowa próbowała opowiedzieć to , co jej opowiedziano o postępowaniu Pana Pszczół z zarażonym ulem w pasiece dwa czy trzy sezony temu. I naturalnie z jej punktu widzenia sprawa ta była tak ważna jak dzień Sądu Ostatecznego.

- A potem? -zapytała przerażona Sacharissa.

- Potem- słyszałam, że błyśnie małe światło w wielkiej ciemności i być może świat zacznie się znowu. Mnie osobiście nie wydaje się to możliwe.

- Ta- ta – ta ! zawołał Mól – Wy tłuściochy zawsze przepowiadacie ruinę, gdy sprawy nie układają się akurat po waszej myśli! Ale zapewniam was, że zmiany będą!

I były. Gdy stopniowo wylęgały się z jaj młode mole, wosk poryły małe
tunele zanieczyszczone brudnymi szatami gąsienic.
Flanelowe smugi biegły wzdłuż magazynów miodowych,
spiżarni z pyłkiem kwiatowym , wzdłuż woskowych fundamentów i co najgorsza, poprzez ciałka niemowląt w ich kolebkach – tak że Oddział Czyścicieli tracił mnóstwo czasu na usuwaniu tych martwych ciałek.
Ten ciąg kanalików kończył się labiryntem kleistej pajęczyny na wierzchu plastrów. Gąsienice bezustannie przędły w miarę posuwania się, a ponieważ posuwały się wszędzie, więc wszystko zanieczyszczały lepką mazią.
Nawet tam gdzie nóżki pszczół były nieskrępowane – stęchła,
kwaśna woń tych wydzielin paraliżowała pracę.

Gdy gąsienice zamieniły się w ćmy, zaprzyjaźniły się z wciąż liczniejszymi Dziwolągami – albinosami , mieszanonóżkami, jednookimi stworkami , beztwarzymi trutniami, z półkrólowymi i znoszącymi jaja robotnicami;
a coraz szczuplejsza załoga dawnego roju zapracowywała się na śmierć, by wykarmić tych dziwnych darmozjadów.
Większość Dziwolągów nie chciała wykonywać dziennej pracy,
a wielu z powodu zniekształceń nawet nie mogło.
Jednakże Mole Woskowe, które wałęsały się po ulu, zawsze
umiały znaleźć dla nich miłe, domowe zajęcia.
I tak na przykład, jeden albinos podzielił miód w spichrzu
przez ilość pszczół w Ulu i dowodził, że gdyby każda pszczoła
zbierała miód tylko przez 7.75 min. dziennie, mogłaby resztę czasu mieć dla siebie i towarzyszyć trutniom w ich weselnych wzlotach.
Trutniom się zresztą ten projekt bynajmniej nie podobał.

Jeszcze inny wyrodek, bez oczu i czułek, oświadczył ,że komórki
powinny mieć kształt kulisty, nie zaś sześciokątny, jak dotychczas.
Dowodził,że stara sześciokątna komórka zawdzięcza swój byt jedynie
temu, że pracownice budują je stojąc po przeciwnych
stronach i że gdyby nie było tego rozdzielenia, nie byłoby też tych kątów.
Niektóre pszczoły próbowały lepić według tego planu, ale okazało się, że to wymaga osiem razy tyle wosku niż na stare sześciokątne komórki.
Ponieważ zaś wyrodki nie pozwalały nigdy woskodajnym pszczołom zawiesić się jak należy i w spokoju wytwarzać wosk, więc też dobry wosk był rzadkością. Jednakże zwyrodniałe pszczoły
ułatwiały sobie zadanie kradnąc wosk z trumien podczas pogrzebów, ale to im nie wychodziło na zdrowie. Potem zaczęły po zapasy cukrowe zalatywać do cukrowni i browarów, gdyż łatwiej było z tych miejsc
wydostać materiał – jednakże mieszanka glukozy i słodu fermentowała w magazynach i rozsadzała ścianki komórek ; nie mówiąc już o okropnej woni jaka wszędzie się rozchodziła.

Niektóre zdrowe pszczoły przestrzegały, że źle zdobyty materiał
nigdy się nie opłaca, ale Dziwolągi otaczały je i uśmiercały.
W zadawaniu tej kary lubowały się nie mniej niż w jedzeniu.
Naturalnie żądały, by zdrowe pszczoły je karmiły.
Dziwna rzecz, że odwieczny instynkt lojalności i poświęcenia
dla dobra Ula, skłaniał zdrowe pszczoły do spełniania tego obowiązku, choć umysł im podpowiadał, że lepiej byłoby wylecieć i połączyć się z jakąś inną, zdrową kolonią w pasiece.

-Jakże się przedstawia ów plan z 7.75 -minutową pracą?
– spytała raz Melissa, powróciwszy z pola. – Pięć godzin już pracuję a to ledwie połowa zbioru na dziś.

- Oh, Ul utrzymuje się z ulowego miodu, który Ul produkuje
– odrzekł jakiś ślepy Dziwoląg, gospodarujący w spichrzu.

- Ależ ów miód zbieramy z pól, nieraz dwie mile stąd!
-zawołała Melissa .

- Wybacz- rzekło ślepe stworzenie, zaciągając się miodem
- ale czy to jest Ul czy też to nie jest Ul?

- Był…jest, niestety.

- I w tym Ulu znajduje się zapas miodowy, prawda? – na dowód
otworzył nową komórkę z miodem.

- Tak, ale zapas nie na długo starczy , przy takiej konsumpcji
- odrzekła Melisa.

- Konsumpcja nie ma z tym nic wspólnego. Ten Ul produkuje miód ulowy.
Że też wy nie rozumiecie tej ekonomicznej prostoty,
która leży na dnie życia.

- O Boże! – rzekła biedna Melissa- ale czy byłeś ty choć raz za Bramą ?

- Oczywiście ,że nie. Oczy głupców krążą po świecie.
Moje są w mej głowie.

I opychał się dalej, aż napęczniał.

Melissa na pociechę uciekła do swej polnej , marnie płatnej pracy
i opowiedziała całe zajście Sacharissie.

- Phi!...- rzekła ta mądra pszczoła mozoląc się ze starym ostem
-opowiedziałabyś lepiej coś nowego. Ul jest pełen takich
jak on…ono mam na myśli.

- Ale jak się to skończy? Wszystek zapasowy miód wychodzi,
a nowego nie przybywa. Tak dalej trwać nie może!

- I nikt tym się nie przejmuje-. Teraz rozumiem co czują trutnie
w przeddzień śmierci. Niechże mam krótkie lecz wesołe życie!

-Gdybyż przynajmniej było wesołe! Ale pomyśl tylko o tych
zarozumiałych, nażartych Dziwolągach , które czekają na nas
w domu- co wałęsają się i prawią nam kazania i brudzą wszystko.

-To mi nawet tyle nie dokucza, co te ich głupie piosenki,
gdy nakarmione przez nas ,zaczynają brzęczeć ”o pracy, wśród wesołych, wesołych kwiatów”- rzekła Sacharissa z głębi fiołkowego kielicha.

- A mnie owszem , bardzo to dokucza.
Jakże się miewa nasza Królowa?

-Jak zawsze -pogodna i beznadziejna. Ale od czasu do czasu
znosi jeszcze jaja.

- Naprawdę?- Melissa wynurzyła się raptownie z głębi sąsiedniego kielicha.
- Pomyśl- a gdybyśmy tak, my zdrowe robotnice, spróbowały wychować Księżniczkę w jakimś cichym, jasnym kąciku?

- Jakbyś go znalazła, ciekawa jestem. Cały Ul – to tylko Woskowe Mole
i gnój. No- ale co?

- Księżniczka mogłaby nam pomóc, gdy przemówi Głos spoza Zasłony ,
o którym opowiada Królowa. Zresztą wszystko przecież lepsze
od pracy dla tych Dziwolągów, które brzęczą o pracy ,
której nie znają i marnują to co my przynosimy.

- Co nam to szkodzi? – rzekła Sacharissa . Dobra, trzymam z tobą,
choćby dla samej hecy. Te potwory zatłukłyby nas na śmierć,
gdyby się o tym dowiedziały. Wracajmy do domu i zaczynajmy.


                                              ******    

Długo byłoby opowiadać o tym, jak przemyślna Melissa znalazła
opuszczoną komórkę, tak źle wyrobioną i porzuconą na skutek
nieudanych eksperymentów budowlanych, że z samego wstydu
pszczoły tam nie zachodziły. Jak w tej ruinie wybudowała królewską komórkę ze zdrowego wosku, nakrywszy ją szczątkami i odpadkami ze starej woszczyzny, by niczym się od otoczenia nie wyróżniała.
Jak wpłynęła na zrezygnowaną Królową, aby ta zdobyła się jeszcze na ostatni wysiłek i zniosła godne i zdrowe jajo.Jak Królowa usłuchała, a potem zmarła. Jak zeschłe jej zwłoki wyrzucono na śmietnisko, a zdemoralizowane i zwyrodniałe pszczoły cieszyły się, mówiąc,
że zbyteczna jest im Królowa i znosiły trutnie jaja tam gdzie im się podobało. Jak pod osłoną tego zamieszania Sacharissa wyuczyła kilka młodych pszczół jak one z kolei mają uczyć nowo narodzone pszczoły prawie już zapomnianej sztuki przyrządzania królewskiego pokarmu.

Jak najprzedniejszy nektar miodowy chyłkiem w wolnych chwilach na ten cel zdobywano, nie bacząc na zimno i wiatry. Jak ukryte jajo pękło nareszcie, wydając nie trutnia, lecz prawdziwą Królewską Krew.
Jak niemowlę zostało zamaskowane a poczciwe pszczółki rozpaczliwie pracowały, by karmić rojące się o tej porze Dziwolągi, byle te, w braku pokarmu nie rozpoczęły dochodzeń
- co obok piosenek o pracy, było ich ulubioną rozrywką.

Jak wreszcie w szczęśliwą godzinę, w bezksiężycową noc, wykluła się młoda królewna, prawdziwa Królowa, którą Melissa ukryła w pustej miodowej komorze, aby tam przeczekała na swój czas.
Jak trutnie wiedząc, że ona tam jest, krążyły dokoła śpiewając stare serenady i wywołując tym skandal wśród znoszących jaja robotnic które i tak nie mają o trutniach wysokiego mniemania.
Te wszystkie rzeczy zapisane są w Księdze Królewskiej, złożonej
w spróchniałym wnętrzu Wielkiego Jasionu Ygdrasil.



Po kilku dniach odmieniła się pogoda. Nastało cudowne ciepło.
Nawet Dziwolągi przyłączyły się teraz do tłumu, rojącego się
na deseczce wejściowej i wyśpiewywały pieśni „o pracy wśród wesołych,
wesołych kwiatów”, tak, że niewprawne ucho
mogło je wziąć za brzęczenie drużyny przy pracy.
Jednakże ich zapasy miodu były już dawno zjedzone.

Żyły z dnia na dzień, dzięki wysiłkom nielicznych pszczół zdrowych,
podczas gdy Mole Woskowe w dalszym ciągu drążyły
i niszczyły doszczętnie nagromadzony wosk.

Ale zdrowe pszczoły nie wspominały nigdy o tych sprawach.
Wiedziały, że gdyby to uczyniły, Dziwolągi zwołałyby miting
i zatłukłyby je na śmierć.

- Teraz widzicie co zrobiliśmy dla was - przemówił Mól Woskowy.
– Stworzyłyśmy nowy Materiał, nowe Ustawy i nowy Typ, tak jak wam
przyrzekałam, że zrobimy!

- I nowe horyzonty – zawtórowały z wdzięcznością robotnice znoszące jaja.
Dałyście nam nowy cel, żywotny i pierwszorzędny.

- I więcej jeszcze – wyśpiewywały w promieniach słońca Dziwolągi.

- Stworzyłyście nowe niebo i nową ziemię. Niebo bez chmur
( był wspaniały wieczór sierpniowy ) – Ziemię wydającą wesołe, wesołe kwiaty,
czekające tylko na naszą uczciwą pracę, by ciągnąć z nich miód !
Ten –hm -aster i krokus, koniczyna, ta – hm- chryzantema i ta róża
zakwitają po kolei darząc nas swoim nektarem!

- O święty Hymecie ! – jęknęła Melissa. – Wiedziałam, że nie mają pojęcia
jak powstaje miód, ale one i Porządku Kwiatów zapomniały!
Co z nimi będzie, co będzie?


                                           * * *  * * * * * *  


Cień padł na deskę wejściową, gdy nadszedł Pan Pszczół i jego syn.
Dziwolągi szybko wsunęły się do środka a Głos spoza Zasłony przemówił;
- Za bardzo zaniedbałem ten stary ul. Podaj mi dymną pochodnię.

Melissa posłyszała głos i wpadła przez bramę.
- Chodź! Oh, chodź ! – zawołała. - Nadchodzi zniszczenie ,
które przepowiadała stara Królowa. Księżniczko, chodź!

- Cóż ty masz za zacofane przesądy – wtrącił się jeden z wyrodków ,
co snuł się po korytarzu. –To obłok musiał po prostu przesłonić słońce,
ale dlaczego z tego powodu histeryzować ? A przede wszystkim ,
o jakichże Księżniczkach tu mowa, dziś w naszych czasach ?
Czy zapomniałaś, że to już czas podawać wieczerzę ?
Zanućmy pieśń dziękczynną!

Melissa minęła go przebierając wszystkimi nóżkami,
a Sacharissa pobiegła do dawnej wylęgarni.

-Wychodźcie! Wychodźcie! – nawoływała z daleka! Niańki, wartownice,
i wy co wachlujecie, i wy co zamiatacie –wychodźcie!
Nie pytajcie o niemowlęta! One będą musiały zginąć!
Śpieszcie, zanim ukaże się Światło i gorący Dym!

Pierwszy odważny i czysty okrzyk Królewny ( Melissa odnalazła ją)
zabrzmiał i zadźwięczał po wszystkich zakątkach Ula.

-La Reine le veult ! Na rój! Na r- ó- ó-j! Na r-ó-ó-j!

Ul zatrząsł się pod łoskotem odbitej deski.

- Nie bójcie się , moje drogie- rzekł Mól Woskowy.
- To nasze dzieło. Spójrzcie w górę- to świt Nowego Dnia!

W górze Ula zajaśniało światło, jak przepowiedziała Królowa- jaskrawy blask
padł na mrowiące się, oszołomione pszczoły.
Sacharissa zszeregowała swój oddział, który opuścił się w dół ramy
i połączył się z odziałem Królewny, dążącym już do Bramy.
Panika ogarnęła wszystkich. Każda zdrowa pszczoła znalazła się w uścisku
przynajmniej trzech zwyrodniałych.
Pierwszy instynkt przerażonej pszczoły każe jej dążyć do magazynów
i napoić się miodem; ale zapasów już nie było, wiec wyrodki
czepiały się pszczół zdrowych.

- Musicie nas nakarmić , inaczej pomrzemy! – wołały zatrzymując je,
ściskając i potykając się o gąsieniczki wijące się u ich nóg.
- Myślcie o Ulu , zdrajcy! O Świętym Ulu!

- Trzeba wam było wcześniej o nim pamiętać! -wołały zdrowe pszczoły.
- Zostańcie tu i wpatrujcie się w świt waszego Nowego Dnia!

Dotarły wreszcie do Bramy poprzez miękkie ciała niejednych,
którym dotychczas usługiwały.

-Naprzód! Wychodź! W górę! – wołała Melissa do ucha Królewny.
– Dla dobra Ula! Do Starego Dębu!

Królewna uleciała z progu, zakrążyła raz jeden i usiadła na najniższej gałęzi
Starego Dębu, a jej mały lojalny rój – można by go przykryć półkwartowym
garnuszkiem- podążył za nią, poszczepiał się i zawisł.

- Trzymajcie się dobrze! – szepnęła Melissa - Sprawdzają się stare legendy!
Patrzcie!

Ul ledwo było widać spoza zasłony dymu, w którym poruszały się postaci.
Usłyszały trzeszczącą ramę, ujrzały jak ją wznoszą w górę i obracają
olbrzymie jakieś ręce; ukazało się poplamione, chropawe, do cna zepsute
okropieństwo brudnego wosku, zepsutych zalążków i komórek karłowatych trutni,
cale pokryte pełzającymi wyrodkami , dziwacznymi w jasnym świetle.

- To przecież nie jest Ul! To muzeum osobliwości! – rzekł Głos spoza Zasłony.
To Pan Ula mówił do swego syna.

- Ale czy można winić o to same pszczoły, ojcze?- odezwał się drugi głos.
– To Ul zepsuty przez Mola Woskowego! Zobacz!

Wyłamano drugą ramkę. Przedziurawiona palcem, rozsypała się cała w popiół
i zgniliznę.

- To ramka numer IV.! – szepnęła Melissa do ucha Królewny.
–Ulubiona niegdyś rama twojej matki. Ileż ona tam dobrych jaj swego
czasu zniosła.

- Czy nie mylisz, mój kochany post hoc z propter hoc?- odrzekł Pan Ula.
- Mól Woskowy tam tylko prosperuje, gdzie wpuszczą go słabe pszczoły.

Trzecia ramka zatrzeszczała i podniesiono ją do światła.
- A ta pełna jest potomstwa znoszących jaja robotnic. To się nigdy nie zdarza,
chyba, że ród jest zdegenerowany. Pfuj!

Uderzył nią o kolano, jak tamburynem i ona także rozpadła się
na kawałki.

Mały rój zadrżał , widząc gąsieniczki karłowatych trutni,
wijące się słabo na trawie. Wiele zdrowych pszczół niańczyło w tej ramie,
dobrze wiedząc, że praca ich daremna. Ale obecny widok zniszczenia nawet bezużytecznej pracy odbierał wszelką nadzieję nawet w najlepszym pracowniku.

- Nie, ale została w nich jeszcze jakaś zdrowa siła i zdolność odradzania się
– rzekł drugi głos. – O, tutaj świeża komórka Królowej!

- Ależ ona ukryta między… co, u licha, stało się tym małym bestyjkom?
Zatraciły instynkt budowania komórek?

Ojciec podniósł pod światło ramkę, w której pszczoły czyniły próby
budowy kulistej.

- Niezupełnie- poprawił syn. - Jest przynajmniej jedna linia komórek
najzupełniej prawidłowych.

- To moje dzieło – rzekła do siebie Sacharissa . – Rada jestem, że człowiek
oddaje mi sprawiedliwość, zanim …

I ta ramka została rozłupana i rzucona tam, gdzie inne.

I gdy tak szły ramka za ramką, oglądał rój zniszczenie, sąd i burzenie wszystkiego, co było dobrze lub źle zrobione  w każdym zakątku Ula przez kilka pokoleń. Była tam poczerniała woszczyna tak stara, że pszczoły zapomniały, gdzie ona wisi; były plastry pomarańczowe, brunatne i jak gdyby pociągnięte żółtym pokostem, budowane starym zwyczajem, wtedy gdy pszczoły jeszcze nie znały sztucznych ulepszeń; był też kawałek białej, delikatnej roboty. 
Były tam warstwy na warstwach płaskiego, równego plastra przeznaczonego na lęg, w którym lęgły się swego czasu niezliczone tysiące bezimiennych robotnic; kawałki plastra trutni o komórkach szerokich i wysokich, wskazujących, do jakiej miary dorastać miały
ich gąsienice; były na dwa cale głębokie magazyny miodowe, puste, ale zawsze jeszcze wspaniałe, a wszystko to zamazane i lepkie i przeplecione szczątkami popsutej woszczyny, powykrzywianej, poniszczonej- napoczętymi i niedokończonymi komórkami, pełne brudu i nieczystości.

Złe czy dobre- wszystko to tak było poryte i podziurawione tunelikami Mola
Woskowego, że rozpadło się w proch, wznosząc tuman pyłu,
gdy rzucone zostało na stos.

- O, patrz –biadała Sacharissa. – Ten Wielki Ogień, który przepowiadała Królowa.
Czyż można na to patrzeć spokojnie?

Płomień pełzał po kupie śmieci. Rozszedł się zapach palonego wosku.

Postacie nachyliły się, podniosły Ul i wytrzęsły go dachem na dół. Cała kaskada Dziwolągów, okruchy plastrów woskowych, wiórki, zwitki pajęczyny, gąsienice- wszystko to wysypało się, zatrzeszczało, syknęło spalenizną, żarzyło się chwilę, aż zahuczały płomienie i zżarły cały ten śmietnik.

- Musimy zdezynfekować- przemówił Głos.- Podaj mi siarkową świecę.

Postawiono Ul na swoim miejscu, wstawiono świecę w duszne jego wnętrze, postaci poskładały wszystkie części wewnątrz, zamknęły wejście i poszły.

Rój pszczeli śledził z dębu przez całą noc światełko, przeświecające przez szpary Ula.
O świcie nadleciał Mól Woskowy, trzepocząc bezwstydnie.

- Zaszły pewne wypaczenia w prognozach co do nadejścia Nowego Dnia- zaczął –
ale nie można żądać, żeby wszystko od razu było doskonałe. W tym leżał nasz błąd.

- Mylisz się - odparła Królewna - Błąd był jedynie po naszej stronie.

-Wybacz - rzekł Mól - ale gdy się zważy ten ogromny ruch - nazwij go złym czy dobrym - który wpływ nasz wywołał, zgodzisz się, że my i tylko my…

- Wy?- przerwała Królewna. – Nasza załoga nie była dość silna. Więc ty przyszłaś
- równie dobrze mogła przyjść każda inna choroba. Trzymaj się mocno,
moja drużyno!

Gdy słońce wstało, przyszły Postacie Z Zasłonami i spostrzegły rój,
zaczepiony na końcu gałęzi, rój czekający cierpliwie w obliczu starego Ula.
Garstka to była, to prawda – ale gotowa pracować przy odbudowie…





Opracowano na podstawie dwóch starych
przekładów
Areop.

Ilustr. Clara Elsene Peck - odnośnik do amerykańskiej 1-szej publikacji opowiadania