Otwieramy znaną dobrze książkę i chcemy sobie przypomnieć piękne motto do pierwszego rozdziału: Bracia Mowgliego. Spotyka nas podwójne rozczarowanie — zamiast braci Mowgliego, do których oddawna- śmy się przyzwyczaili, znajdujemy „braci małego Mauli", a zamiast pięknego wiersza Czekalskiego:
Już pada cień szary na puszczy obszary,
Sęp Chil i Mang wampir noc wiodą...
natykamy się na... prozę! Cóż to za pomysł tłumaczyć to motto
prozą ? Cały urok polega tutaj na rytmice; w oryginale zaczyna się to tak:
Now Chil the Kite brings home the night
That Mang the Bat sets free —
Czy to można zamienić na jakąkolwiek prozę? Toteż nawet tłumacz francuski, wbrew francuskim zwyczajom, nie pomyślał nawet o prozie, lecz stworzył wierszyk francuski z zupełną dokładnością oddający rytmikę i rymy oryginału:
Chil Vautour eonduit les pas de la nuit
Que Mang le Vampire delivre —
Czekalski zmienił tylko rymy męskie na żeńskie; poza tern jego przekład jest doskonały i jak najwierniej odtwarza nastrój oryginału. — Inne motta i liczne partje wierszowane książki nowy tłumacz przekładał też wierszem, jednakowoż z rytmami oryginału postępował sobie bardzo dowolnie i nigdzie nie dorównał Czekalskiemu ani pod względem wierności formalnej, ani pod względem wyrazu poetyckiego. - Wielkie zarzuty można postawić również prozie nowego przekładu. Tłumacz nie czuł stylu Kiplinga i dał właściwie nie przekład, lecz parafrazę we własnym stylu. Szczególniej często tłumacz używa zaimków „jakiś“ lub „jakowyś", w których najwidoczniej się lubuje; tymczasem Kipling, najkonkretniejszy z pisarzy, nigdy w podobnych przypadkach tych stów nie używa, bo on zawsze wie „jakie" jest to, o ciem pisze. Oto po raz pierwszy zjawia się Bagheera, pantera czarna. Tłumacz powiada: „Wtem cień jakiś zamajaczył na zalanej światłem polance". Jakże inaczej u autora! Czytany tam: A black shadow dropped down into the circle. A więc nic „jakiś" cień, lecz wyraźnie „czarny"; nie „zamajaczył", lecz „upadł" i to nie „na zalanej światłem polance", lecz „w środek koła" zebranych zwierząt. Obraz wyraźny, pełen plastyki i dramatyzmu rozmazał się i rozchwiał w nieokreśloności, w „miesięcznej poświacie".
O tej samej panterze tłumacz mówi, że „sierć jej [byłal kruczej barwy", autor jednak utrzymuje, że pantera była inky black all over; dlatego Czekalski napisał: „futro jej czarne, jak atrament", francuski przekład ma: tout entiere noire comme de l' encre, tylko nasz tłumacz wolał użyć poetyczniejszej, ale i banalniejszej „kruczej" czarności. — Kiedy indziej autor opowiada, że w otworze wilczej jamy ukazał się a little shadow like a bushy tail tłumacz zaś: „zjawił się cień j a k o w e g o ś małego stworzenia o puszystym ogonie". Parafrazowanie stylu posuwa sic tak daleko, że tłumacz narzuca autorowi swoje własne obrazy tam, gdzie autor w ogóle nie myślał o żadnem obrazowaniu.
Autor notuje, że w otworze owej wilczej jamy „świecił księżyc": the moon shone, tłumacz zaś daje od siebie taki obraz: „do jamy zaglądała pyzata twarz miesiąca". Przykładów podobnych możnaby zacytować tysiące, gdyż na jednej stronicy tłumaczenia jest ich więcej, niż mogłem wyżej przytoczyć. Słowem, mamy tutaj do czynienia nie z tłumaczeniem Kiplinga, lecz z transpozycją jego prozy na styl gorszych pisarzy ze szkoły „Młodej Polski". — Jeszcze jednym wielkim brakiem tego przekładu jest niekonsekwentna i bałamutna pisownia imion własnych.
Czekalski zachował wszędzie pisownię oryginalna., a więc: Mowgli, Bagheera, Baloo, Tabaqui i t. d.; czytelnik wiedział, czego się trzymać. Tymczasem nowy tłumacz pisze: Mauli, Bagera, Balu, Tabaki,
ale jednoczcśnie pozostawia w oryginalnej pisowni takie nazwy: Shere-Khan, Seeonee, Chil, raksha i mnóstwo innych. Dzięki temu czytelnik nigdy nie wie, jak należy daną nazwę wymawiać: z polska czy z angielska? Przytem transkrypcje tłumacza są dosyć wątpliwe.

— Książka, jak wszystkie tomy „Bibljoteki Laureatów Nobla", wydana bardzo starannie i estetycznie: zadziwia tylko brak spisu rzeczy.
Franciszek Pik Mirandola
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz